Zwolnij toksycznego pracownika nawet jeśli jest geniuszem

Zwolnij toksycznego pracownika nawet jeśli jest geniuszem

Genialny i merytoryczny pracownik w firmie to skarb. Zna się na swojej specjalizacji, a poziom jego twardych kompetencji onieśmiela. Większość zadań jakie dostaje wykonuje błyskawicznie… choć zdarza się, że tylko do momentu kiedy może je zrobić sam. Jeśli dane działanie wymaga pracy w zespole to sielanka się kończy. Okazuje się, że ludzie nie chcą pracować z tym toksycznym kolegą. Szukasz porady, pytasz na forum, a negatywna atmosfera w pracy gęstnieje i demotywuje pozostałych. Zmień tą sytuację jak najszybciej!

Od rekrutacji do załamania nerwowego

W trakcie procesu zatrudniania walczysz o wybranie osób, które wyniosą Twój zespół na kolejny, wyższy poziom. Testujesz. Długa rozmowa, obserwacja zachowań, testowe zadania, tudzież sprawdzenie w boju na assessment center. Dobrze wiesz, że zła rekrutacja to największy koszt w firmie i najwięcej utraconych korzyści.

W końcu przychodzi na rozmowę człowiek, który zdaje się, że wie o czym mówi, sypie pomysłami i podaje ileś możliwych rozwiązań dla Twoich problemów. Zauroczony jego kompetencją w końcu czujesz, że Twoje rekrutacyjne wysiłki zostały nagrodzone. Nawet małe znaki zapytania nie są w stanie wybić Cię z tego w co już uwierzyłeś. Ewentualne zastrzeżenia od menadżera HR kwitujesz: „a ta znowu szuka dziury w całym”. Mamy człowieka, który jest prawie geniuszem, ba olimpijczykiem! Nie komplikujmy, zatrudniajmy!

Trudno sprawdzić czy dany kandydat będzie toksyczny współpracownikiem
Czy te oczy mogą…?

… 2 lata później budzisz się z bólem klatki piersiowej i jest Ci niedobrze na samą myśl o rozmowie z tym firmowym Yodą. Zżera Cię stres kiedy zbliża się wasze kolejne spotkanie. Nie potrafisz nazwać tego co Cię w nim drażni, co jeszcze bardziej pcha Cię w kierunku poczucia winy, że „może ja jestem jakiś głupi i tym razem to ja szukam dziury w całym?”. Wszystko co Cię męczy dzieje się na poziomie podprogowym i powoli zmierzasz w kierunku psychiatry.

Niby na co dzień wszystko jest w porządku, są jakieś tabelki, jest elokwencja i wszystkowiedzący ton. Choć firmowy geniusz coraz częściej zaczyna narzekać na niekompetencję innych, zamiast mówić jak dawniej: „przecież to chwila i będzie zrobione”. Czym zadania są większe, czym więcej ludzi musi brać w nich udział tym nasz olimpijczyk coraz częściej musi się dogadywać z innymi i okazuje się, że średnio mu to wychodzi.

Po wypiciu wiadra melisy dowiadujesz, że od kolegów z sąsiedniego pokoju, że oni już od dawna biorą leki, aby się z tym człowiekiem dogadać. Ma wiedzę i ponadprzeciętne umiejętności, ale na poziomie „miękkim” to mała katastrofa. Jolka już 2 razy przez niego płakała, a Janek na spotkania z nim przychodzi z zatyczkami do uszu, aby nie doszło do rękoczynów.

Na samym końcu ludzie zaczynają podejrzewać też Ciebie – szefa firmy – że trzymasz tu tego człowieka z sadystycznych pobudek, aby uprzykrzyć życie reszcie, a po godzinach pewnie spijacie sobie z dziubków.

Dylemat samotnego zawodnika klasy A

Z jednej strony widzisz niechęć swoją i innych do współpracy z tym współpracownikiem. Z drugiej strony masz człowieka, który wykonuje taką samą ilość pracy co pięć innych osób. Pracownika, który błyskawicznie łączy kropki i z jego pomocą wiele prac możesz uprościć, przyspieszyć czy zautomatyzować. Takie cechy pomagają Ci machnąć ręką na toksyczną atmosferę.

Problem w tym kiedy taki geniusz jest solistą. Na jego pojedynczej kartce papieru wszystko się zgadza, ale jeśli coś wymaga współpracy z kimkolwiek, wszystko się sypie. Pomimo, że widzisz te słabe strony, to wciąż powtarzasz: „cóż, nikt nie jest idealny i nie robimy tu towarzystwa wzajemnej adoracji”.

Zadaj sobie wtedy pytanie: czy ten człowiek może poprowadzić tą firmę SAM… skoro w żaden sposób nie przyswaja pracy w zespole? Czy ten jegomość samodzielnie ogarnie księgowość, finanse, marketing, sprzedaż, obługę, prawników, IT? Moja odpowiedź na to chyba retoryczne pytanie brzmi: nie sądzę.

A co jeśli ktoś jest urodzony do pracy solo? Jedne osoby nadają się do pracy w zespole, a inne są urodzone do bycia np. freelancerem, analitykiem, bez próbowania na siłę działań w grupie. Istnieje wiele takich zawodów. Jeszcze inni może powinni pomyśleć o założeniu swojej firmy, bo mają np. problem z dostosowywaniem się do cudzych wizji.

Jednak praca zespołowa jest dogmatem największych i najbardziej udanych firm. W takich przedsiębiorstwach, wzajemna współpraca i synergia różnych cech ludzi tworzą największą wartość na poziomie motywacji, energii a także konkretnych rozwiązań. Jeśli w tym kontekście geniusz-pracownik demontuje swoim zachowaniem ducha zespołu, to zagrożenie jest blisko. Wyjątkowe traktowanie tylko pogarsza sytuację.

Mapa kompetencji twardych i miękkich pracowników, która pomaga zidentyfikować toksycznych współpracowników
Zmapuj swoich pracowników

Spójrz na powyższy obrazek. Jeśli ktoś jest w lewym dolnym rogu to sprawa jest jasna. Jednak moim zdaniem warto pomyśleć jakie szkody wyrządza osoba w prawym dolnym rogu diagramu. Nie chodzi o to, że każdy musi chodzić wiecznie uśmiechnięty i przesadnie miły. Ale ktoś kto jest po prostu ku…em (cytując z obrazka) może zdemolować zespół i relacje w nim.

Pracownikom zależy na wynagrodzeniu, stabilności, rozwoju, ale coraz częściej także na dobrych relacjach w miejscu pracy. Praca w fajnym zespole gdzie atmosfera napędza grupę do kolejnych osiągnięć – to cel szefów wielu firm.

W takim kontekście, warto abyś sobie zdał sprawę, że cała firma jako zespół jest ważniejsza niż oczekiwania pojedynczego, nawet genialnego, pracownika.

Objawy toksycznego współpracownika

Od czasu zatrudnienia geniusza-solisty upływa często sporo czasu zanim zauważysz jego destrukcyjny wpływ. Mi w przypadku niektórych osób zajęło to lata, aby złożyć puzzle i zobaczyć „kto miesza w tym kotle” 🙂 Poniżej wymieniam bardzo subiektywne cechy toksycznego pracownika, często uważanego za firmowego geniusza:

  • Ja się mogę mylić (choć nikt nie wie o tych błędach), a inni nie – jeśli taka osoba stara się być perfekcjonistą w realizacji działań, to często wymaga tego samego od innych i jeśli ci inni nie są perfekcyjni to ocenia ich w niewybredny sposób. Jeśli takie oceny padały często, a ja jako szef firmy nie widziałem wielkich “grzechów” w zespole, to zazwyczaj zaczynałem sprawdzać małe nieścisłości w pozornie idealnym świecie zadań naszego geniusza. Często okazywało się, że pod dywanem idealności kryła się ludzka seria iluś błędów. Przytaczanie ich geniuszowi kończyło się scysją i ładny obrazek upadał.
  • Nie mogłem zrobić bo… – jeśli na jaw wychodzą niedowiezione tematy to pojawiają się usprawiedliwienia. Wszelkie ograniczenia i przeszkody, które zawsze istnieją, będą obiektywnym wytłumaczeniem dlaczego coś mu się nie udało. Jednak akceptacja tego, że inni też mają jakieś ograniczenia i dlatego czegoś tam nie zrobili, w praktyce nie wchodzi w grę. Jedynie w sferze deklaracji.
  • Czujesz się jak w sądzie albo na psychoterapii – każda rozmowa jest jak rozgrywka albo polityka rodem z “house od cards”, a znalezienie rozwiązania spada na drugi plan. Spalasz mnóstwo paliwa na debaty i roztrząsanie, bo nie chcesz dać skrzywdzić niesłusznie tego zawodnika klasy A. Finalnie kręcisz się w koło samego siebie i zapominasz jaki jest cel Waszej rozmowy. 
  • Pozorna samoświadomość – toksyczny geniusz po badaniu naszych kompetencji, przez pewną firmę, wskazał że jest bardzo świadomy swoich cech, także negatywnych. Fajnie, lubię świadomych (dojrzałych) menadżerów. Jednak jeszcze bardziej cenię tych, którzy dzięki tej świadomości próbują coś zrobić ze swoimi ciemnymi stronami, które wszyscy mamy. Tutaj jest jedynie stwierdzenie, że wiem jaki jestem i cieszmy się z tego faktu świadomości. 
  • Nie czuję kompletnie tego człowieka – to jest zupełna relacyjna metafizyka i wyjątkowo subiektywna. Jeśli mam wciąż dysonans poznawczy co do emocji, które przekazuje mi rozmówca, jeśli unikam z nim spotkań w kuchni, jeśli w kółko zastanawiam się o co gościowi chodzi, a potem w domu zamiast kontemplować spokój, próbuję „rozszczepić atom” i dojść do genezy jego przemyśleń… to coś jest nie tak. Jeśli do tego ileś osób podziela Twoje spostrzeżenia to zaufaj swojemu “radarowi”. To Ty jako szef firmy określasz jej charakter.
  • Mącenie wody i defetyzm w zespole – to już bezpośrednie demontowanie Twojej firmy. Taka osoba może się wcielić w króla dramatu i na spotkaniu z Tobą będzie opowiadać jakie cuda zdziałał, a po wyjściu automatycznie zaczyna obrabiać Twój tyłek i budować równoległą rzeczywistość. Zauważasz, że kiedy rozmawiasz z ludźmi o sprawach dotyczących geniusza, to napotykasz na jakieś dziwne rozjazdy. W końcu trafiasz na opowieść o sobie rodem z pudelka i że Twoja firma to dno. Mniejsza z Tobą. Gorzej kiedy taka osoba deprecjonuje wszystko i buduje barykady w firmie – wzmacnia tzw. silosy. Wtedy, pracownicy zamiast działać razem, zaczynają ze sobą walczyć i bać się o swoją przyszłość, zamiast dawać z siebie co najlepsze.

Powyższe mogą prowadzić do rozpadu zaufania i jednocześnie zespołu. Ludzie zaczynają szukać innego miejsca pracy, albo idą na dłuższe L4. Wtedy fakt, że ten geniusz robi solo x5 szybciej nie jest wystarczający.

Zwalniaj szybko

Wszystko zaczyna się od błędnej rekrutacji, w której próbujemy zastosować masę dobrych praktyk w trakcie rozmowy z aplikantem. Zatrudnianie nowych osób to zawsze jest test i nigdy nie uchronimy się całkowicie od błędnych wyborów. Trzeba po prostu próbować. Takie doświadczenia są bezcenne. Np. kiedyś ceniłem głównie zadaniowców, niezależnie od tego jak złe relacje budowali. Dzisiaj mocniej obserwuję jak się “żyje” z danym człowiekiem na co dzień. Jeśli ktoś jest chamem albo prowadzi toksyczne gry, to nie ma znaczenia czy kończył Harvard i ma IQ 187. 

To co na pewno powinieneś zrobić to szybko reagować jeśli we wspomnianym praniu coś skrzeczy. Gdy nowy genialny współpracownik powoduje, że inni tracą motywację, unikają tej osoby, zespoły zaczynają ze sobą walczyć, to znak żeby się z delikwentem pożegnać.

Jeśli kolejne rozmowy nic nie dają, odpuść. To strata czasu. Nie próbuj na siłę kogoś zmieniać, bo zrobisz sobie krzywdę. Życie, także to firmowe, jest za krótkie. Nie dostosowuj całej firmy pod jedną osobę, nawet jeśli wydaje Ci się, że jest najmądrzejsza i bez niej firma zginie. To najgorsze co możesz zrobić. Firma przeżyje, będzie działać lepiej, a do tego nadzwyczaj często okazuje się, że ten ktoś nie był wcale takim geniuszem.

Posłuchaj mądrzejszych ode mnie 🙂

Jeśli praca zespołowa jest w Twojej firmie priorytetem a masz pracownika czy menadżera, który burzy Twój zespół i żaden feedback nie działa, to nie zastanawiaj się długo. Udostępnij decydentom ten artykuł i pożegnajcie się z tą osobą jak najszybciej. Czym wcześniej tym lepiej. Obie strony na tym skorzystają.

Być może inaczej postrzegasz ten temat, chciałbyś coś dodać lub zadać pytanie? Napisz do mnie na maciek@hardthings.pl lub Linkedin lub skomentuj niżej ten artykuł.