Startupy zmieniają świat! Na lepsze?

Startupy zmieniają świat! Na lepsze?

Startupy tworzą produkty, które mają przyspieszyć żmudne życiowe czynności a najlepiej je zautomatyzować. Portale technologiczne są pełne nowin o tym, jak cyfrowe rozwiązania przyniosą nam dobrobyt i szczęśliwość. O ile mogę zgodzić się z tym pierwszym, o tyle nie jestem pewien, że coraz więcej technologii w naszym życiu uczyni nas bardziej zadowolonymi z życia.

Zrób sobie lepiej

Zacznę od zmodyfikowanej na potrzeby technologii przypowieści 🙂 Na bezludnej wyspie mieszka sobie rybak. Jego dni są do siebie podobne. Codziennie rano wstaje, leniwie się przeciąga. Parząc kawę zbożową, patrzy na wschód słońca. Za dnia rusza na połowy i wraca o tej godzinie, o której mu pasuje. Wieczora czyta książki podróżnicze i kryminały. Co miesiąc płynie na ląd sprzedać swój zamrożony towar i kupić to i owo. Następnie wraca szybko do swojego azylu.

Pewnego dnia na wyspę trafia bogaty przedsiębiorca, który dzięki startupowi odkrywania nieodkrytych miejsc trafia na tę wyspę odpocząć. Turysta-przedsiębiorca przypływa naszpikowanym technologią jachtem i w ramach spoufalania się z gawiedzią codziennie schodzi na plażę i zagaduje do rybaka.

Wypytuje go o pracę, na co rybak odpowiada, że łowi tyle i tyle, a potem sprzedaje. Pada pytanie o zarobki. Kiedy bogaty turysta dowiaduje się o tej jałmużnie, od razu przystępuje do dawania porad:

  • A może weź w leasing jeszcze 3 łódki?
  • Po co?
  • No bo zapotrzebowanie jest ogromne, zwiększysz przychód!
  • Po co?
  • Jak to po co? Potem kupisz 10 kolejnych, zatrudnisz ludzi i zwiększysz wartość firmy x10!
  • Po co?
  • Zdobędziesz środki, aby kupić autonomiczne systemy do połowów, zwolnisz wszystkich i oprócz większego przychodu będziesz o wiele bardziej rentowny!
  • Po co?
  • Wtedy wartość firmy wzrośnie niebotycznie, sprzedasz ją, a potem kupisz podobną firmę, z flotą, własnymi magazynami, logistyką, i dostawcami. Urośniesz szybko i kupisz za bezcen firmę, którą wcześniej sprzedałeś!
  • Po co?
  • Rozwiniesz tego monopolistycznego molocha i sprzedaż za furę kasy, którą następnie zainwestujesz w prace badawcze nad tworzeniem sztucznego mięsa ryb, które będziesz sprzedawać z marżą 99%!!!
  • Po co?
  • Ech… no po to, żebyś mógł sobie kupić małą wyspę, wstawać leniwie codziennie rano i oglądać piękne wschody słońca.
  • No przecież właśnie to robię…?

Quo vadis

Wielu z nas z wypiekami na twarzy czyta portale typu Techcrunch, które inspirują szybkimi ścieżkami wzrostu firmy. Relacjonują one wyzwania i dokonania głównie Doliny Krzemowej, która dla wielu stała się niemal religią, jeśli chodzi o paradygmaty kierunków rozwoju ludzkości.

Okazuje się, że na każdą żmudną bolączkę powstaje już odpowiedź. Każdy problem jest wyzwaniem, który należy zaadresować. Stanie w miejscu to cofanie się. Robisz coś ręcznie? No to jesteś zacofany lub chcesz sobie robić krzywdę! My wiemy jak zrobić szybciej, lepiej i taniej!

I tu nasuwa mi się pytanie rybaka – po co? Zdarzało się mi się wiele razy zadawać takie pytania kilku całkiem sporym e-przedsiębiorcom. Powstawał mniej więcej taki dialog:

  • Przygnębiające jest to, że rozwój autonomicznej komunikacji w Europie jest tak powolny.
  • Dlaczego?
  • Jak to dlaczego?! Przecież to chyba oczywiste jak ma wyglądać świat XXI wieku!
  • Wiesz na pewno, że to także mój świat?
  • A nie chciałbyś dzięki takim rozwiązaniom mieć więcej czasu dla siebie?
  • Na co?
  • No na to, żeby spędzać ten dany ci dodatkowo czas na rzeczy naprawdę ważne!
  • Np. wymyślanie kolejnych startupów, które dadzą nam jeszcze więcej czasu?
Czytaj również:  Decyzje biznesowe z pokerem w tle

To, czego mi osobiście brakuje na Techcruch większej ilości pytań „dlaczego” i „po co”. Zamiast tego jest gonitwa, która jest z góry uzasadniona dążeniem do większej efektywności. Ta większa efektywność zwiększa ilość kapitału na rynku, ale rzadko kiedy przekłada się na mniejszą ilość pracy i spokojniejszy żywot Kowalskiego.

Więc pytam: dlaczego? W odpowiedzi dostaję nic niemówiące mi słowa: postęp, rozwój, nowoczesność, wyzwania. Każdy z tych ambitnych startupów ma zwiększać potencjały i robić nam lepiej. No to zajrzyjmy, czym jest to lepiej.

Zmiany dla dobra ludzkości

Popatrzmy na przykłady udogodnień, które dają nam startupy, w tym przypadku w ramach tzw. consumer apps (B2C):

  • Jedzenie instant – dostajesz prowiant w dowolnej chwili, jednocześnie wspierając gig economy np. w kontekście kurierów, którzy zdani są zupełnie na łaskę strumienia zamówień i serii decyzji właścicieli aplikacji do zamawiania.
  • Elektryczne hulajnogi – fajnie nie musieć ruszać nogami, za to fizjoterapeuci, dietetycy i farmaceuci zacierają już ręce. Jak połączymy to z jedzeniem instant, to wyjdzie nam facet z cyckami pełnymi tłuszczu i udarem w kolejce. Suuuper.
  • Boty w obsłudze klienta – niższe koszty dla firmy, za to masa przypadków, których bot nie ogarnia i bierze je na siebie klient, prowadząc dochodzenie co z tym fantem zrobić.
  • Komunikatory i social media – temat stary jak internet – szybszy kontakt, ale bardziej płytki. Nieustanne porównywanie się kończące się u wielu depresją.
  • Agregatory, porównywarki – szybsze wybory, ale niekoniecznie wygrywa dobry produkt, a dobry marketing. Masa fejkowych opinii. Eliminacja jakiejkolwiek marży u wielu podmiotów.
  • Marketplaces – z jednej strony standaryzacja usług i walka o bycie lepszym, z drugiej strony powszechna zgoda na płacenie myta.
  • Portale newsowe – wiadomości ze świata i z pudelka w jednym miejscu. Z drugiej strony większość artykułów, do których prowadzą głupawe tytuły, to miernota intelektualna z najgorszym obrazem ludzkiego gatunku w komentarzach.
  • Inteligentny dom – możliwość zdalnego zarządzania domem, ale jeszcze mniej ruchu.
  • Mobilne usługi domowe (niania, sprzątanie, masaż, mycie auta, zakupy spożywcze) – nie trzeba tego robić samemu, ale za chwilę już nawet nie wstaniesz z łóżka.
  • Streaming muzyki i filmów – dobrodziejstwo dokonań wielu artystów pod ręką, ale też wieczory godzinnego wybierania co obejrzeć (w rezultacie nic), a na imprezach każdy cytuje 150 tytułów, ale nie ma szans, aby jednym z nich porozmawiać dłużej niż 2 minuty.
  • Wspomnę też o startupach B2B. W zasadzie większość ich działalności skupia się na wzmacnianiu powyższych zjawisk, tyle że są gdzieś w środku łańcucha poddostawców wspierających wytwarzanie powyższych produktów czy usług. Np. rozwiązania marketingowe, aby skuteczniej wcisnąć ludziom coś, czego nie potrzebują (wytwarzane potrzeb).
Czytaj również:  Cashflow - nie zaklinaj i patrz na konto

Jakich ludzi „tworzymy” poprzez powyższe rozwiązania? To co łączy takich nowoczesnych konsumentów to brak ruchu i brak kontaktu na żywo (lub wypaczenie tego „na żywo”). Czy wystarczy ekran, jedzenie w płynie i leżanka? Czy to kolejny etap ewolucji?

The Humans of 'WALL-E' Were Probably Better Off Without Him - Jon ...
Kadr z filmu „WALL-E”

Coś we mnie się buntuje, kiedy widzę stada dzieci na deskorolkach elektrycznych, które jednocześnie ślą na TikToka ten sam układ min z dziubkami tylko w innej kombinacji.

Tam prowadzą nas startupy? To jest ta ziemia obiecana? Dolina Krzemowa, bez wnikania w pytanie „po co”, odpowie ci w iście republikańsko-amerykańskim stylu: my tylko tworzymy rozwiązania, na to, jak go użyjesz, nie mamy wpływu. Jednak pomijają, że wielu rozwiązań nie da się już ominąć. Czyli dajemy ci granat bez zawleczki, ale czy ty go rzucisz to już Twój wybór.

Ten światek technologiczny wypuszcza jednocześnie na potęgę publikacje o wykształcaniu nawyków, uzależniania ludzi, maksymalizowaniu użycia aplikacji (nieważne po co, byle wchodzili) rzadko wspominają o odpowiedzialności za to, co kształtują. Ewentualny CSR jest tylko listkiem figowym. Jakiś gigant doda do swoich telefonów opcję statystyk użycia telefonu i pojawiają się brawa, że ludzie mogą chociaż zmierzyć jak bardzo są uzależnieni. Mniam.

Jest jeszcze jeden aspekt, że wielu twórców startupów z doliny oddziela swoje pociechy od świata technologii, jak mogą. Być może zastosowanie ma powiedzenie: najlepsi dilerzy sami nie biorą. Jeśli to prawda to chyba twórcom tych rozwiązań taki obraz człowieka przyszłości, jak na obrazku powyżej, też nie do końca pasuje. Jest więc nadzieja.

Zadawaj pytania

Sam jestem tzw. tech-geekiem, ale z coraz większą dozą ambiwalencji do tych wszystkich nowości. Irytuję się, jeśli ktoś nie korzysta z nowoczesnych rozwiązań, które przyspieszą jego pracę x3. Z drugiej strony, kiedy widzę, jak to wpływa na kolejne pokolenie i że na spotkaniu towarzyskim wszyscy są połączeni jednocześnie z tysiącem innych osób, to już nie jestem taki do przodu.

Nie namawiam do spoglądania na świat startupów i technologii moimi oczami. Dałem przykład innego podejścia. Namawiam do krytycznego spoglądania na wszystkie rozwiązania, mające ułatwić nam życie. Po to, aby zastanowić się, jak to wpłynie na nasze życie w przyszłości i czy to mieści się w Twoim obrazie szczęścia.

Surogaci - Film - rp.pl
Kadr z filmu „Surogaci”

Ja wybieram co jakiś czas kilka kroków wstecz. Zamiast e-hulajnogi – rower, zamiast zmywarki – zlew, zamiast dostawcy – samodzielne zakupy, zamiast telefonu na spotkaniu – gra planszowa, zamiast youtube na imprezie (każdy daje swoje wrzutki, przerywając inne kawałki) – gitara. Nie kręci mnie postęp, który ma mnie przedwcześnie położyć w pozycji horyzontalnej. To nie jest dla mnie lepszy świat. A jaki jest Twój?

Chcesz się podzielić swoimi spostrzeżeniami? Napisz do mnie na maciek@hardthings.pl lub na Linkedin (zaproś mnie). Udostępnij proszę ten wpis jeśli uznasz go za cenny. Dziękuję!