Czy w szkołach umieją uczyć przedsiębiorczości?

Czy w szkołach umieją uczyć przedsiębiorczości?

Dla wielu jest to pytanie retoryczne. Dyktat teoretyków i oderwanie od komercyjnej rzeczywistości. Można też znaleźć przedsiębiorców, którzy bardzo cenią swoją byłą uczelnię pod kątem znajomości, które tam zawarli. Gdzie jest główny problem polskiej edukacji biznesowej?

Jak ja się tu znalazłem?

Swojego czasu studiowałem na wyższej uczelni ze słowem zarządzanie w nazwie. Na ostatnim roku zawitał do nas człowiek, który zbudował dużą i uznaną firmę. Wszyscy szeptali i komentowali jego pojawienie się. Na jednym z wykładów zwrócił się do gawiedzi:

Drodzy Państwo, niedługo ukończycie tę uczelnię. Będziecie zarządzać przedsiębiorstwami, a to oznacza, że będziecie zarządzać ludźmi. To wielka odpowiedzialność. Będą Państwo z podległymi pracownikami na dobre i na złe. Będziecie zatrudniać, motywować, oceniać i zwalniać ludzi. Będziecie ich chronić, ale także prowadzić w niebezpieczne rejony, aby osiągać razem kolejne szczyty.

Po kilkunastu minutach takiej deklamacji zapadła prawie minutowa cisza. Koleżanka z rzędu niżej prawie udławiła się swoją kanapką, pozostawiając przy tym rozdziawiony otwór gębowy na bliżej nieokreśloną chwilę. „To o mnie??”.

Miałem wrażenie, że biorę udział w Mannequin Challenge. Miałem wrażenie, że większość osób z mojej grupy to właśnie takie manekiny, które od pierwszego roku ogrywały tylko spektakl w celu zadowolenia swoich rodziców. A być może po prostu wierzyli, że tak trzeba, bo inni też zawsze tak robili. Czy tacy ludzie zostaną przedsiębiorcami?

Wszystko się zaczyna od wyręczania

Słowo przedsiębiorca w wielkim skrócie to osoba, która bierze sprawy w swoje ręce. Osoba, która rzadko podąża za stadem i schematami. Osoba, która chce budować nowe, a nie wbijać się w schematy 5-letniego odgrywania ról.

Polska szkoła podstawowa i średnia, wyłączając wyjątki, nie uczy szukania własnej drogi. Nasza szkoła skupia się na:

  • wkuwaniu na pamięć
  • nauce pod egzaminy
  • robieniu tak jak reszta

Wpisuje się to w arkana modelu pruskiego, wskazując pewną ścieżkę, którą każdy powinien przejść. Skończenie tej ścieżki ma uczniowi zapewnić odpowiednie miejsce w społeczeństwie. Ta ścieżka to pewna obietnica przyszłości. Zamknij oczy, przyjmij, że zawsze to robiono i wkuwaj.

Ta obietnica staje się pewnego rodzaju wyręczeniem od krytycznego myślenia i zadawania pytań: czy ta ścieżka ma sens? Trwanie w takiej formie edukacji kształci osoby bezradne, które są przeciwieństwem przedsiębiorcy.

Czytaj również:  Mudita - ciesz się z sukcesów innych

Abiturient czy magister musi włożyć wiele wysiłku, aby przekreślić kilkanaście ostatnich lat funkcjonowania w tym „ciasnym” stylu. To powoduje, że prawie cała przedsiębiorcza edukacja musi się odbywać w praniu, po założeniu firmy.

Teoretycy i praktycy na studiach biznesowych

Kiedy już widzimy, jak mocno nieporadnych osobników wypluwa szkoła średnia, to do tego pojawiają się wątpliwości, kto będzie ich kształcił na studiach biznesowych. Osoba, która siedzi w temacie czy ta, która interesuje się tematem i robi właśnie habilitację?

Swego czasu, na jednej z uczelni miałem zajęcia z użyteczności narzędzi w internecie. Wykładowca prowadzący zajęcia miał wizytówkę online, z której nikt nie był w stanie wydedukować, kiedy mamy z tym panem zajęcia. Trudno w takim przypadku wybronić takiego nauczyciela i przy okazji uczelnię, która odpowiada za swoich pracowników, tak jak rzeczony przedsiębiorca. To jeden z wielu przykładów niekompetencji na uniwersytetach.

Jeśli uczelnia jedyne co ma wtedy do powiedzenia to: „no tak być musi” albo zmusza pana do skasowania wizytówki, ale go zostawia, to daje jednocześnie studentom najgorszą możliwą lekcję prowadzenia firmy, pozostawiając na stanowisku człowieka, który szkodzi klientom.

Powtórzę to po milionie innych. Pomijając wykładowców z analizy, prawa itp., co do przedmiotów mocno związanych z biznesem, tylko praktycy mają sens. Należy pamiętać, że nie każdy praktyk umie uczyć i wtedy to też mija się z celem. Jednak nie wierzę ani jednemu teoretykowi, który nawet dobrze ogarnia dydaktykę. Praktyk umiejący uczyć to złoto, bez niego lekcje przedsiębiorczości są bezwartościowe.

Tylko człowiek, który własnymi rękoma zbudował coś od zera, wie jak przeprowadzić restrukturyzację. Tylko osoba, która nie przespała iluś nocy, przy czkawce z cashflow wie, jak ważne jest planowanie, trzymanie się strategii i że kolejne decyzje to nie jest maszyna losująca czy koncert życzeń.

Oprócz praktyków ważna jest też praktykA. Jeśli takowe projektują teoretycy i trwają one 2 miesiące na ostatnim roku, to wszyscy dobrze wiemy, że na takich uczelniach nie ma prawie żadnej praktyki. Bez niej aspirujący przedsiębiorca jest dalej bezradny.

Czytaj również:  Mów częściej NIE niż TAK

Co zrobić

Na bazie moich doświadczeń i znajomych postawię hipotezę, że wiele osób nie jest gotowych na studia biznesowe, a do tego wiele uczelni nie potrafi uczyć. Wyjątki i topowe światowe uniwersytety pomijam. Poniżej moje propozycje działań:

  • poprosić studentów na pierwszym roku, aby stworzyli swoje CV, w którym jest napisane, że skończyli już aktualną uczelnię celująco i niech sprawdzą, czy ktoś ich zaprosi na rozmowę, tak żeby poznali swoje miejsce, jeśli jakimś cudem ktoś trafi na rozmowę to niech podzieli się z innymi wrażeniami
  • zamiast wyłącznie pokazywać studentom jak rozwiązywać wskazane problemy, próbować uczyć szukania i wybierania problemów, które warto rozwiązywać, to pomaga w wyborze pomysłów na biznes w przyszłości, jest kupa osób, które zakładają firmy, które nie rozwiązują niczyich problemów i padają
  • symulować tworzenie spółek z przydzielonymi rolami, do tego symulacja najczęstszych problemów firmowych, a być może tworzenie podmiotów, które mają jakiś kapitał na start z uczelnianych grantów i studenci mają za zadanie utrzymać się na powierzchni, jak ktoś się wywalił to wspólna analiza jak to się stało
  • praktyki z prawdziwego zdarzenia, za które uczelnia albo zapłaci firmie, albo skieruje studenta na tak długi okres (10 mies?), że pracodawca po wdrożeniu może z niego jakiś czas skorzystać, w 2 miesiąca to jeszcze onboarding się nie skończy
  • większa ilość pracy w wolontaracie czy NGOs na zaliczenie

Jeśli dodamy do tego dobry campus experience, gdzie kontakty między studentami zaowocują ich współpracą w przyszłości, wtedy powstaje szansa na dobrą uczelnię biznesową.

Piszę to wszystko ze świadomością, że zmiana obrazu polskiej edukacji to nie jest kwestia kilku powyższych punktów, więc powtórzę ogólne i krótkie pragnienie: więcej praktyków i praktyki! Byle w tę stronę.

Chcesz się podzielić swoimi spostrzeżeniami? Napisz do mnie na maciek@hardthings.pl lub na Linkedin (zaproś mnie). Udostępnij proszę ten wpis jeśli uznasz go za cenny. Dziękuję!