Samotność prezesa – czy działać solo?

Samotność prezesa – czy działać solo?

Co chwilę przychodzi ktoś do ciebie i oczekuje decyzji. Przetwarzasz dane wejściowe w swoim procesorze i wypluwasz jakiś heurystyczny strzał. Czasem poprosisz o wspólne spotkanie, jednak na koniec wszyscy ponownie spojrzą na ciebie pytająco „czy zatwierdzasz?”. A do kogo jako szef firmy Ty masz się udać?

10 kg w dół

Kilka lat temu prowadziłem małą firmę informatyczną. Praktycznie sam. Prowadziłem ją z rozmachem. Zatrudniałem szybko i ze szczodrym planem podwyżek. Brałem kolejne pokoje w biurowcu i fizycznie firma rosła. Myślałem, że właśnie na tym to polega.

Chodziłem i opowiadałem swoje mądrości. Wszelkie przepisy na plan kolejnego miesiąca brałem ze skrawków wiedzy z internetu i kilku napompowanych książek. Każdy mógł do mnie przyjść i zasięgnąć wiedzy omnibusa.

Kiedy cashflow zaczął się załamywać, a pieniądze z konta parowały, z wielkim przekonaniem wertowałem zasoby swojego mózgu w imię kolejnych genialnych decyzji. W końcu nadszedł ten dzień, kiedy zabrakło na wypłaty (przeczytaj o wadze cashflow). Szok. W ciągu kilku tygodni schudłem dziesiątkę.

Momentalnie straciłem wiarę w swoje mądrości. Chciałem się na kimś oprzeć i dzielić problemy. Codziennie patrzyłem w oczy pracowników i chciałem wierzyć, że wszystko będzie ok. Jednak było za późno.

To jesteś najmądrzejszy czy nie?

Przez długi czas to ja podejmowałem najważniejsze decyzje w firmie. Sam. To ja wybierałem, gdzie postawimy każdy kolejny krok. Sam. Jeśli coś nie grało między ludźmi, to moją rolą było, aby to rozwiązać. Zawsze ja.

Takie postępowanie ocierało się często o micro-management i tylko wzmacniało poleganie wyłącznie na sobie. Jednak nawet pomimo wciągania pracowników w rozwiązywanie wybranych problemów, to po zakończeniu dnia pracy zostawałem z tym dalej sam.

Wspierałem pracowników. Kiedy coś robili i nie byli pewni, to odwracali się do mnie i pytali, czy mają iść daną drogą. Ja też odruchowo zacząłem się odwracać, ale nie było tam nikogo. Na szczęście rodzina i jej wsparcie pozwalały mi przetrwać. Jednak wiedziałem, że muszę coś w sobie zmienić.

Akceptacja własnej niedoskonałości

Każda ciężka sytuacja jest motorem zmiany w naszym życiu. Chciałem jak najlepiej spożytkować swoją porażkę. Jakie działania podjąłem i jakie lekcje wyciągnąłem z tej sytuacji, pomimo upadku firmy?

  • Zrobiłem test Gallupa i Insights Discovery – szczególnie ten drugi pokazał mi nadzwyczaj wyraźnie moje ciemne strony. Wiele osób potwierdziło. To był początek mocniejszej pracy nad sobą, ale też dostrzeżenie, że pewnych talentów nigdy mieć nie będę. Dopuściłem do siebie, jak ludzie pierwsi ludzie renesansu, że czegoś nie wiem.
  • Przeczytałem książkę Dale’a Carnegie – o tym, jak podejść do stresu, obaw i jak radzić sobie z martwieniem się, które nic nie daje. Dzięki tej książce lepiej zrozumiałem, na co mam wpływ, a na co nie – podobnie jak w filozofii stoickiej.
  • Zacząłem się rozglądać za potencjalnym wspólnikiem – spróbowałem po prostu rozmawiać z innymi przedsiębiorcami i pytać o ich doświadczenia. W ten sposób poznałem kilkanaście osób, które do dziś służą mi radą lub są moimi wspólnikami.
Czytaj również:  Czy w szkołach umieją uczyć przedsiębiorczości?

Doświadczeń było o wiele więcej: zarządzanie finansami, rozmiary zatrudnień, struktura usług, relacje z pracownikami. Jednak dla mnie najważniejsze było dostrzeżenie własnych ograniczeń i tego, że są osoby, które mają coś, czego ja nie mam. Więc może warto zrobić coś razem?

Większa firma

W kolejnej, większej firmie bogatszy o nowe doświadczenia, zacząłem od działania w duecie. Jednak pokusa działania solo ponownie przeważyła, co było akurat w tamtej chwili na rękę dla ówczesnego wspólnika. Wspomniane wcześniej lekcje pomogły mi lepiej współpracować z zespołem i skuteczniej ogarniać wiele obszarów firmowych.

Dobry popyt na nasze usługi długo nie wystawiał mnie na zbyt mocne próby, ale i tutaj w końcu nadeszły gorsze czasy. Powrócił stres wzmożony dodatkowo zobowiązaniami mnożonymi przez 100 w porównaniu do poprzedniego biznesu. Schudłem o wiele mniej, ale powiedziałem sobie „dość”.

Zacząłem realnie dołączać kolejne osoby do kierowania firmą. Przeprowadziliśmy restrukturyzację, zoptymalizowaliśmy koszty i podjęliśmy wiele decyzji, na które nie starczyło mi odwagi w okresie samodzielnego (samotnego) zarządzania. Nagle wszystko przyspieszyło.

Finał był taki, że w roli prezesa zastąpił mnie jeden z mocno obiecujących pracowników. Dla mnie to był kolejny krok do akceptacji własnych ograniczeń. Oprócz wyjścia z „trybu solo” zacząłem zatrudniać lepszych od siebie w obszarach, w których ja niekoniecznie daję radę.

Poproś o pomoc

Na koniec podam Ci kilka faktów, wskazówek i przemyśleń, jeśli rozważasz samodzielne prowadzenie firmy.

  • ponad 90% udanych firm technologicznych w Y Combinator (YC) prowadzi więcej niż jeden założyciel
  • wielu wskazuje, że idealna liczba to 2 lub 3 założycieli, niektórzy mówią na śmieszno, że potrzebni są: hustler, hacker i hipster 😉 z firm gdzie znam właścicieli, mnie najczęściej urzekały te z dwoma założycielami (i jednocześnie zarządcami/liderami)
  • nikt nie wyklucza możliwego sukcesu przy działaniu solo (jest wiele solo-founderów z ogromnymi osiągnięciami), ale musisz wiedzieć, że jeśli Ci się uda, to raczej będziesz wyjątkiem od reguły, do tego oceń swoją odporność na stres, może zrób wspomniane testy, aby poznać swoje braki, zanim pójdziesz ścieżką Elona
  • nie myl pracownika ze wspólnikiem, proszenie zespołu o pomoc jest jak najbardziej ok, a nawet bardzo cenne, ale jeśli ktoś nie jest współwłaścicielem lub nie siedzi w zarządzie to trudno oczekiwać dawania z siebie 300% i myślenia nocami o długach firmy – choć jak już pisałem, martwienie się nic nie daje 🙂
  • nawet jeśli zaczynasz solo, to potraktuj to jako proces poznawania siebie, a to czy uda Ci się pozostać „samemu”, czy też w końcu dojrzejesz do szukania mądrzejszych od siebie, to już kwestia wtórna
  • wiedz też, że w kontekście rozmiaru grupy założycielskiej zawsze jest coś za coś: kiedy jesteś sam i jest dobrze, to nie musisz się ścinać z partnerami, ale kiedy jest źle, to nie masz z kim dzielić problemów, a jeśli jesteś w grupie, to jest na odwrót
  • YC nie odrzuca solistów, ale zawsze zachęca do posiadania współzałożycieli, bo wierzy w synergię umysłów.
Czytaj również:  Pudelek i plotki w firmie

Uważam, że samodzielne działanie na poziomie założycielskim lub zarządu jest utratą potencjału. Potencjału, który wynika z miksu różnych charakterów i doświadczeń. Możliwość odbicia się od kogoś, a nie od ściany może ulepszyć kluczowe decyzje.

Reasumując. Jeśli działasz samodzielnie i masz dość, to może zacznij od akceptacji tego, że nie jesteś omnibusem. Potem zacznij prosić o pomoc, np. szukając wspólnika lub współzarządcy. Mnie to zajęło jakieś 7 lat 😉 Bądź mądrzejszy ode mnie!

Chcesz się podzielić swoimi spostrzeżeniami? Napisz do mnie na maciek@hardthings.pl lub na Linkedin (zaproś mnie). Udostępnij proszę ten wpis jeśli uznasz go za cenny. Dziękuję!