Ile kosztuje strona internetowa? Las absurdów.

Ile kosztuje strona internetowa? Las absurdów.

Robisz strony www na zlecenie? Masz klientów, którzy na wejściu pytają: ile kosztuje strona internetowa, bez słowa o wymaganiach? No to witaj w klubie! Jak radzę sobie z takimi osobami?

Poniższy wpis zrobiłem dla zlecenia wykonania w miarę prostej, firmowej strony internetowej. W mojej firmie głównie robimy większe aplikacje www, ale na prostszym zleceniu łatwiej pokazać absurdy w temacie wyceny.

Ile kosztuje strona internetowa… a ile kosztuje samochód?

Dostajesz takie pytanie? Odpowiedz też pytaniem! Jeśli mowa o samochodach to jest różnica, zwłaszcza gdy porównujemy Fiata i Porsche. Z grubsza funkcjonalność ta sama, ale diabeł tkwi w szczegółach.
Nie masz rentgena w oczach i nie czytasz niewerbalnie potrzeb klienta, więc mówisz „to zależy” (polecam założenie t-shirt z takim napisem). Klient ciśnie: „ale tak z grubsza”. Odpowiedź jest jedna: „proszę o więcej informacji”.

Analiza systemowa… ale to darmowe?

Jeśli klient nie chce mówić czego chce zanim podasz cenę, proponuj wycenę godzinową (jak dzierżawa programistów) według stawki X netto / 1 h. „No, ale ile godzin to zajmie?”. Powiedz, że analogicznie do przykładowej strony (pokaż ją) Y godzin, ale jest to tylko szacunek i docelowa ilość godzin zależy od ilości finalnych wymagań.
„Wie Pan co, ja muszę podać jednak szefowi finalną cenę” (fixed price). De facto znowu słyszysz „ile kosztuje strona internetowa?”…, ale klient dalej nie wie czego chce.
Proponujesz, aby pogadać o wymaganiach:

  • branża i cel witryny (wizytówka, zbieranie leadów, konkretna promocja, baza wiedzy, itd.),
  • struktura informacji (w skrócie, co będzie w menu),
  • prototyp (dla podstawowych szablonów, które będą powielane),
  • teksty według ustalonej struktury (ustalenie kiedy klient, i w jakiej formie je dostarczy),
  • dodatkowe komponenty (typu formularz kontaktowy),
  • projekt graficzny wg. prototypu,
  • harmonogram projektu.

Zdarzają się klienci, z którymi można ustalić wymagania w max. 3h, wtedy nie płaci za ten czas. Jednak są tacy, gdzie dla witryny z 5-cioma podstronami wyrywają czasem i 33h. Teraz pytanie: Czy za taką analizę wymagań (analiza systemowa) należy się zapłata. OCZYWIŚCIE, ŻE TAK.
Głównym powodem tego, że wycena prostej strony trwa tak długo jest to, że klient de facto nie wie czego chce, albo nie umie myśleć abstrakcyjnie, widząc np. prototyp. Kwestia tego czy warto poświęcać za darmo swój czas, bo klient ma problemy z określeniem się lub nie ma pojęcia o Internecie. To nie mój problem. Oczywiście mogę edukować, bo lubię to robić, ale nie za darmo. Mam wybór, ale spędzę kolejne 12h na darmowych pogaduchach o zielonym przycisku, albo pojadę z córką na plac zabaw… Wybieram to drugie.
Największą patologią w zleceniach IT jest przeświadczenie, że analiza systemowa, jest za darmo. Walcz z tym i nie rób z siebie frajera.

Masa zmian w trakcie budowania

Kolejną udręką jest to, że niektórzy klienci w trakcie implementacji witryny, zmieniają co chwila zdanie, co i jak powinno działać oraz wyglądać. Jeśli nie zastrzeżesz tego przed rozpoczęciem zlecenia i trafisz na klienta z 1000-em pomysłów na minutę, to współczuję.
Jeśli klient chce na początku FIXED PRICE, no to logicznie musi być FIXED FUNCTIONALITY. Jeśli cena jest „zamrożona” (bo klient nie chce rozliczeń godzinowych), no to zakres też jest na początku „zamrażany” i nie ma bezpłatnego zmieniania zakresu prac na taki, jaki dusza zapragnie.
A jeśli udało Ci się namówić do „godzinówki”, wtedy klient może zmieniać do woli co chce, gdzie chce – licznik bije. Jeśli ustalono fixed price, to zastanów się przed projektem jak będą rozliczane ewentualne zmiany (one zawsze są) i pogadaj o tym z klientem. Bez tego możesz potem spędzić 1000h nad projektem za 1000 zł, a to po prostu nieuczciwe.
dilbert-js-joke

Czytaj również:  Zawód: Informatyk. A kto to jest?

Jak się zabezpieczyć?

Poniżej moje „techniki” w kontekście małych zleceń na wykonanie witryny internetowej.

  1. Przedstaw proces jak pracujecie, np: a) analiza systemowa (opis, co w tym się mieści) i wycena, b) projektowanie graficzne i funkcjonalne, c) programowanie, d) testowanie, e) wdrożenie na produkcję.
  2. Ustal zasadę, że po fazie projektowania wszelkie zmiany w trakcie projektu są płatne wg. dodatkowego cennika godzinowego.
  3. Jeśli analiza systemowa wymagań trwa za długo, (np. ponad 10h) żądaj rozliczania tych prac. Ja często już na początku proponuję, że analiza będzie trwać X godzin za Y zł. Już w opisie procesu informuj, że to faza płatna, ale 3 pierwsze godziny są free (win-win).
  4. Ustal termin dostarczenia wszelkich materiałów przez klienta na jego stronę, do dnia X, zanim zaczniecie cokolwiek programować. Materiały dostarczane po tym dniu będą rozliczane dodatkowo (ich umieszczanie). Zaproponuj ewentualnie 1 turę możliwych zmian w zamieszonych na witrynie materiałach. Nie więcej. Znam masę przypadków, gdzie klient wciąż coś dosyła, „i jeszcze to i jeszcze to”. STOP.
  5. Jeśli witrynę robisz na CMS typu WordPress ustal, co jest możliwe w nim do zmian w treści, i nie bierz odpowiedzialności za edycje klienta w wysiwyg (jeśli go bardzo chciał). Tu także znam wiele przypadków zmasakrowanej treści, a klient mówi, że CMS nie działa jak powinien. Ja zawsze tworzę dokument edukacyjny i info, co i jak można zmieniać oraz jakie jest ewentualne ryzyko zmian. O wadach tańszego CMS mówię już na początku.
  6. Ustal (w umowie), że X dni po wysłaniu prośby o odbiór projektu, jeśli nikt nie kwapi się odpisać to wystawiacie fakturę. Klient nie ma czasu? Ja też nie mam czasu. Dziękuję za uwagę. Do tego… do dnia Y należy wysłać nam dane dostępowe do serwera (jeśli hosting u klienta). Ma na to załóżmy 60 dni, w 55 dniu przypominam mu o tym, odpowiedź: „tak, tak”. W końcu nie wysyła, jest tydzień terminie. Według reguł zlecenia jakie stosuję, wtedy dostarczam projekt w zip. Nie macie czasu? My też nie mamy. Powodzenia.
  7. Rozróżnij zlecenie projektu od usługi utrzymania. Ucinaj po odebranym projekcie wszelkie „ale zróbcie nam jeszcze tylko, to”, „tam trzeba tylko 3mm w lewo”. Poinformuj na początku, że analiza i projekt jest zakresem projektu, a wszelkie pomoce później, to osobna usługa utrzymania witryny.
  8. Informuj jasno i wyraźnie, że czym innym jest usługa zbudowania strony, a czym innych jej marketing. „No fajna strona, a czemu na pierwszym miejscu w google nie ma?”. Wiecie, o co chodzi.
Czytaj również:  Project Manager na starcie! Oto minimum, które musisz wiedzieć o zarządzaniu projektem!

Ty poważnie tak męczysz klientów? 🙂

Czasami. Jeśli zlecenie rokuje dobrą rentowność, ale klient ma spory problem z komunikacją, to stosuje powyższe zasady. Po prostu wiem, że jak machnę ręką i wezmę takie zlecenie, to obudzę się z ręką w nocniku.
Oprócz braku znajomości procesu tworzenia stron przez klienta (w kontekście jej wyceny), jeszcze większym problemem jest KOMUNIKACJA. Z początku strona wydaje się, że może kosztować 1500 zł, potem okazuje się, że żeby ustalić najmniejszą pierdołę trzeba spędzić nad tym kilkanaście godzin na mailach lub telefonie. I tak ileś razy. Wtedy stawka za działania pracowników Wykonawcy spada, np. do 5 zł, i co? Nie, dzięki. Jeśli ktoś nie potrafi się porozumiewać, albo odpowiada 2 tygodnie po naszym zapytaniu, to trzeba mieć jakieś antidotum. Najlepiej dobra umowa na początku lub spisane reguły w mailu.
Ja zawsze dążę do rozliczeń godzinowych, wtedy sytuacja jest jasna. Możemy wisieć na telefonie 3 godziny, ale Ty za to płacisz. Nie chcesz godzinowo? To zapłać za analizę, wtedy wycena i robimy za tę kasę tylko to, co było ustalone. Dodatki? Według dodatkowego cennika.

To ile kosztuje ta strona internetowa?

Są klienci, których nie kasuję za analizę i jeszcze doradzę, że mój pracownik przeszkoli ich z jakiegoś dobrego kreatora stron (typu WP albo Squarespace) i zrobią ją niskokosztowo sami, ewentualnie nasz grafik dorobi jakiś branding. Wtedy taki klient nie wyda więcej niż 1000 zł.
Jeśli jednak strona wymaga czegoś więcej niż kreatora i ma mieć CMS, ale klient fajnie się komunikuje, to jakieś 2-3 tys. zł. No a jeśli klient coś tam chce, ale generalnie to nie ma czasu, to albo zapłaci o wiele więcej, albo podaruję sobie to zlecenie. Wolę zarobić mniej, ale być uśmiechnięty w pracy. Polecam.
Mi nie zależy na większej kasie, ale na obustronnym szacunku, w tym na wykorzystywaniu mojego czasu i moich pracowników. Można negocjować stawkę, ale wciskajmy sobie bzdur „Jeszcze Panie Macieju niech Pan gratisem dorobi to i to”, bo ja ich nie łykam.
Nie masz kasy, przyjdź posprzątać moje mieszkanie, to zrobimy barter, ale nie wymagaj szanowny kliencie, że będę wysyłał 1000 maili i odbierał 100 telefonów, a Ty dalej będziesz sądził, że Ci się to należy za darmo… bo to lekko mówiąc mało kulturalne. Warto ogarniać podstawowe zasady trójkąta ograniczeń (polecam ten wpis i o rozliczeniach godzinowych).
Ile kosztuje strona internetowa? Podane powyżej ceny stron mogą być mało aktualne, bo takich zleceń moja firma robi coraz mniej… poza tym „to zależy” czego chcesz kliencie 🙂
BTW. Patologie są po obu stronach (klienci vs. programiści). Dlatego powstał kolejny wpis w tym temacie. Zapraszam!

Komentarze (Dodaj swój):

  1. Uwaga, hejstuję.
    Programista u mechatronika pojazdowego-las absurdów….
    Przyjeżdża programista do mechatronika i mówi, ze pojazd mu przerywa na wolnych obrotach i cieżko odpala gdy jest zimny-"ile to będzie kosztowało"…itd. itd.

  2. Robert Z. Monter ma tutaj bardzo dużo racji. Łatwo jest nam specjalistom IT zapomnieć o tym, że rozmawiamy z ludźmi, którzy są specjalistami w innej dziedzinie niż nasza. Moim zdaniem to normalne, że ludzie chcą znać końcowy koszt usługi. To, że nas to bardziej frustruje niż innych leży w tym, że nikt mechanika samochodowego nie atakuje argumentami "ale przecież widziałem, że takie strony kosztują 1000 zł?", albo "w Indiach to mają 5 razy mniejszą stawkę" bo nikt nie jedzie do Indii ze swoim autkiem aby go naprawić. Z tej perspektywy specjaliści IT mają mocno pod górkę bo oprócz wyjaśnienia, że dane zlecenie jest bardziej złożone muszą jeszcze walczyć z podobnymi usługami na rynku i tłumaczyć dlaczego to tym razem wyniesie 5 razy więcej kasy.

  3. To jest trochę naciągany scenariusz. Naprawienie błędu w sytuacji gdy klient opisuje objawy redukuje się do skończonej liczby scenariuszy. Budowa od zera nowego produktu prowadzi do nieskończonej liczby scenariuszy, stąd problem z wyceną.

  4. @Paweł, ale to wiesz, zależy, jedni klienci chcą mieć dedykowany projekt graficzny, dedykowany CMS, w tym jeszcze sklepy i inne bzdety, wtedy może wyjść i 30.000. Za 3.000 to CMS na WP, projekt graficzny na skórce gotowej (wybranej z jakiejś bazy) i następnie dostosowanej do brandingu. razem może 5-6 podstron. Musiałbym podać konkretny case, ale nie chcę tego robić ze względu na klientów, którym to robiłem.

  5. Masz rację, czasem trzeba zapłacić frycowe aby rozkręcić i zrobić ileś gratisów, ale warto spróbować choć ustalić podstawowe zasady na początku aby zachować szczątki rentowności. Iść na pałę byle brać, to może się skończyć źle nawet dla początkujących Wykonawców.

  6. Masz rację, czasem trzeba zapłacić frycowe aby rozkręcić i zrobić ileś gratisów, ale warto spróbować choć ustalić podstawowe zasady na początku aby zachować szczątki rentowności. Iść na pałę byle brać, to może się skończyć źle nawet dla początkujących Wykonawców.

  7. W całej rozciągłości się zgadzam. Pisałem kiedyś o programistach naciągaczach. Wiele razy się spotykam u klientów na moich konsultacjach, że pokazują mi swój serwis www za który zapłacili kilkadziesiąt koła, a ja się łapię za głowę, jakie to zdzierstwo bo mogło kosztować 5.000.
    Bardzo nie lubię programistów i usługodawców, którzy klienta traktują jak lamera. Moją odpowiedzią na całe powyższe jest to, że próbuję edukować klienta za free, jak to działa co i dlaczego. Prostym i przystępnym językiem.
    Jednak często się zdarza, że klient nie ma ochoty na żadną nawet pięciominutową edukację. Generalnie ma czasu na wyjaśnienia. Kwestia decyzji wtedy, czy pakować się w projekt który już na starcie jest na minusie?

  8. Najpierw zrobiłem blog w celu stawiania się w pozycji eksperta (oczywiście wielu mnie za niego nie uważa i dobrze). Ci który podzielają moje poglądy często decydują się na moje usługi.
    Na początku robiłem ileś projektów na granicy rentowności aby w ogóle poznać zagadnienia takich zleceń. Miałem łatwiej bo byłem długo PM-em.
    Już początku warto cisnąć:
    – jasny zakres (pomóc mu określić)
    – konkretne terminy nie tylko dla Ciebie ale i dla klienta (np. kiedy dostarczy teksty i materiały)
    – zmiany po ustaleniu zakresu i materiałów kosztują

  9. Maciek Ol , Zapewne nie uwierzysz ale zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami, chciałem tylko zaznaczyć, ze takie kwestie niosą ze sobą hipokryzję.
    W dzisiejszych czasach płaci się za "know how" częściej niż za roboczogodziny.

  10. Paweł Krawczyk skończona liczba scenariuszy nie oznacza całkowitej przewidywalności kosztów, które notabene w górnej granicy mogą również klienta ściąć z nóg. Ogólnie nie trafia do mnie Twój argument. }
    Reasumując nie napisałem tego, żeby wbić się w rozmowy rozkładając ten temat na szczegóły a chodziło mi o ogólne spojrzenie. Ci co chcą to zrozumieją o co chodzi.
    BTW. nie jestem wrogiem i rozumiem o co chodziło autorowi.

  11. na pewno mam najdłuższy staż w negocjacjach z klientami, bo w branży byłam 45 lat, a tu z pewnością nikt nawet tak długo nie żyje. Artykuł jest świetny i szkoda, że nie byłam taka zasadnicza w czasie mojej kariery. Teraz zasuwam z rozrusznikiem, który przypomina mi wszystkie przesiedziane noce nad poprawkami, zmianami projektów i darmową edukacją. Można by książkę. Na słabą wycenę niektórych zadań pracują sami usługodawcy pusząc się jak pawie swoimi umiejętnościami.Pewni siebie wzruszają ramionami mówiąc to jest proste, łatwo zrobić, da się, oczywiście da się w pięć minut. A potem te pięć minut to pięć godzin. Programista to jedno, a projektant to drugie. Zwłaszcza, że zazwyczaj ogólne wykształcenie programisty jest cienkie i niezrozumienie jest po obu stronach. To jest zderzenie czołowe wiedzy tematycznej z programistyczną, do tego wizja graficzna. Przecież grafika też kosztuje. Ale nie zgodzę się z autorem, że po pierwsze: komponentów nie da się wycenić, po drugie: że małego wyjaśnienia klientowi nie należy zrobić za darmo. Sprzedawcy "niewirtualu" też demonstrują działanie bez opłaty, bo to jest element marketingu i musi być wkomponowane w prezentację produktu. Przy większych projektach zawsze dodawało się koszty szkolenia użytkownika. Poza tym niestety jest prawo gwarancji i jak to mój kolega też programista z AGH mawia – za klientem nosi się teczkę tak długo jak długo żyje produkt. Pozdrawiam wszystkich dyskutantów.

  12. Głos z drugiej strony barykady 🙂 Kilka razy zamawiałam szablony do stron internetowych przygotowując wcześniej szkic na kartce papieru, w oparciu o który zleceniobiorca przedstawiał mi wstępną kalkulacje informując o ewentualnych dopłatach za cms itp. Jeśli propozycja cenowa leżała w zasięgu moich możliwości prosiłam o projekt i dość sprawnie to szło. Raz nawet tak fajnie dogadaliśmy się mailowo / rysunkowo z programistą / projektantem, że jego pierwszy projekt okazał się dokładnie tym, o co mi chodziło:). Spróbujcie poprosić klienta o szkic strony, którą chce zamówić, może to ułatwi wzajemną współpracę.

  13. A nie prościej na początku zaznaczyć, że wszystkie spotkania i rozmowy związane z omawianym przedmiotem są płatne i głównie od poświęconego czasu oraz przebiegu całości zależy ile klient zapłaci? Ah i dobrze by było gdyby klient na końcu wiedział za co zapłacił; elementy składowe.

  14. Jestem na etapie wybrzydzania – czyli jak się klientowi nie podobają (uczciwe) warunki to może szukać sobie gdzie indziej frajera. Najważniejsza jest umowa i zawarcie tego wszystkiego na piśmie. U mnie sama umowa ma 2 strony A4, ale do tego 3 obszerne załączniki: Harmonogram projektu, Specyfikację projektu (w rewizji 1 jest spisane to co klient chciał i ja zaproponowałem i zatwierdzone jako wstępna wycena projektu. Późniejsze zmiany owocują nowa rewizją, która może wpłynąć na cenę (lub nie), na harmonogram itp.), oraz kosztorys (tabelka z wypisanymi funkcjonalnościami wraz z charge, również jak coś jest gratis, to wypisuję.
    Jeśli klient nie chce podpisać, to nawet nie zaczynam i kończę temat. Nie zaczynam również jak klient nie wpłaci pełnego zadatku (tak zadatku, nie zaliczki!), parę razy już się przejechałem na szantażu, prawie gotowego projektu, bo klient nie zapłaci.
    Jak ktoś pyta się mnie ile kosztuje strona, to daje mu ogólnikowe info, że w zależność od rodzaju serwisu (wizytówka WWW, strona korpo, aplikacja, portal, etc). podaję typowe przedziały cenowe mówiąc magiczne słowo "od" i zaznaczając, że wszystko zależy od wyceny projektu. Jak ktoś chce dokładniejszą wycenę, to mówię, że muszę mieć spisane e-mailem wymagania, załączone już znane materiały i wpłacona 100 PLN zadatku na poczet projektu. Jeśli ruszy, to odliczę 100 od ceny projektu, jeśli nie, to mam 100 za pracę. Staram się nie przekraczać godziny pisząc operat szacunkowy i przedstawiając przykłady działających projektów, żeby nie dokładać do interesu.
    Jeśli chodzi o same gratisy, to od razu ucinam zapędy klienta. Gratisy dodaję przy następnych projektach, chyba,że współpraca pójdzie gładko, to zawsze coś od siebie dorzucę, więc klient jest motywowany, żeby iść gładko, musi wpierw dać coś z siebie, żeby dostać coś dla siebie.
    I jeszcze małe info o klientach cwaniaczkach i dlaczego nie warto (nie opłaca się) cackać się z nimi: Najczęściej w przysłowiowego ciula lecą najbiedniejsi klienci, którzy nie maja kasy i jak na początku jadą ostro to polecam w ogóle zlać ich, bo nie maja w ogóle kasy i będą chcieli za darmo zrobić sobie projekt nie płacąc za niego wcale i jeszcze rozpowiadać będą jacy wy źli, nierzetelni i słabe strony (którą sam rozwalił durnymi zmianami). Bogaci klienci, to osoby które osiągnęły sukces. Po czym poznać? Nie będą się pytać czy nie da się taniej, tylko co można poprawić albo dodać jeszcze. Dlaczego? Bo oni są świadomi, że to biznes, a nie praca niewolnicza, bo wiedzą co to biznes i że strona żeby była dopracowana, musi kosztować i ci są najczęściej bezkonfliktowi i godza sie na propozycje. Ba! Sami wymuszają na Tobie: "Panie, nie wiem, pan tu jesteś ekspertem, ma działać".
    Kwestia ekonomiczno-nerwowa: klienti-dusigrosze, będą kulali się z prostą stroną po nerwowe 3 miesiące.. projekt za 10 000 PLN.. niezła kwota? Podziel to przez 3 miesiące/ilość godzin, które poświęciłeś na klienta. Czasem lepiej zrobić 3 projekty po 3 000 PLN w miesiąc gładko z dobrym klientem niż rzucać się na kasę. Dlaczego? Bo to 3 wpisy w portfolio i 3 dobrych klientów, którzy polecą Ciebie innym. Po tym złym gwarantuję, że nie będziecie chcieli od niego brać projektów. No i nerwy nie są zszarpane, tylko człowiek szczęśliwy swoją kasę dostał, klient porządną stronę i wszyscy są hepi.
    Tyle z mojego ok, 15 letniego informatycznego doświadczenia, z czego 10 letniego jako programista z 5 letnim stażem na własnym garnuszku (działalności)
    Pozdrawiam, może komuś pomogłem 🙂

  15. I jeszcze sami sobie psują stronę mając pretensję do Ciebie za swoje niedbalstwo. (pozdrawiam 2 warszawskich developerów, którym strona dawno by padła przez nierozgarnięte panie Madzie, gdybym na chłopski rozum nie wziął ich zmian i nie zastanowił się przede wszystkim po co i czy wrzucane treści mają sens :))

  16. Ja się tym bezpośrednio nie zajmuję ale jak mnie ktoś pyta o zrobienie strony internetowej to mówię mu, znajdź sobie kilka działających serwisów internetowych które Ci się podobają to Ci ułatwi zrozumienie tego co sam chcesz mieć.

  17. Problem w tym, że klientowi nie chce się nawet wysłać przykładowych stron (linków), które podobają mu się, już nie wspomnę o komentarzu co się podoba. BO ludzie myślą, że ty powinieneś wiedzieć co im się podoba i o co im chodzi.. Coś jak facetami i kobietami 🙂
    Moja rada, uświadamiać klientów, że to im powinno zależeć na ich własnej stronie, a jeśli do nich to nie dociera to ich zlać, szkoda czasu na rozkapryszone dzieci. Skupiać się tylko na takich jak p. Barbara, bo widać że im zależy na biznesie i rzetelnosci.

  18. "Masz klientów, którzy na wejściu pytają: ile kosztuje strona internetowa" Myślę, że jesteś w błędzie jeśli uważasz, że działasz inaczej 🙂 Chciałeś kiedyś kupić coś o czym nie masz technicznego pojęcia, np: klimatyzator? ( w to miejsce niech każdy sobie wstawi co tam chce: quada, rower górski, motolotnie). Od czego zaczynasz? …od ceny 🙂

  19. A ja najbardziej lubię, kiedy dzwoni do mnie klient i "chciałbym kupić komputer" i jest to jedyne czego ode mnie chce. A później następuje (sumarycznie) z 5 godzin konsultacji o dokładnym modelu procesora i karty graficznej. Zazwyczaj kończy się tak, że kupuje to co ze mną ustalił… gdzieś indziej. Albo stara się zbić cenę do poziomu, w którym zarabiam 50zł 😀 Już sobie darowałem.

  20. Bardzo ciekawy i pouczający artykuł. Wiele się z niego dowiedziałem. Stawiam swoje pierwsze kroki w branży tworzenia stron internetowych, ale też spotkałem się z przypadkami grymaszenia i "drobnych popraweczek". Świadomość tego typu problemów zawsze utrudniała mi wycenę, bo wiedziałem że zawsze wykonanie zajmie mi więcej czasu, niż zakładałem. Właśnie przez to, że klient jest bardzo pomysłowy.
    Bardzo spodobał mi się pomysł, który mógłbym nazwać "krótką piłką", czyli:
    > cena z góry ustalona = projekt z góry ustalony
    > projekt uwzględniający poprawki = cena może wzrosnąć
    Życzę autorowi wielu sukcesów i pozdrawiam

  21. Prowadzę agencję Exulto.pl – udało mi się częsiowo wyeliminować te problemy – ale bardzo, ale to bardzo długo wypracowaliśmy skuteczny brief.

  22. Przyjemnym jest wybierać zlecenia, które mamy ochotę robić. Z takim klientem łatwo się porozumieć, ponieważ szanuje nas i rozumie nasz punkt położenia.
    Jednak żeby tak było musimy np. wypozycjonować się na frazę: Ile kosztuje strona internetowa? 😉 Serdecznie pozdrawiam Autora.

  23. Wiesz, nie o to chodzi abym teraz siedział i wybrzydzał. Chodzi mi o to aby obie strony szanowały siebie oraz swój czas. Z resztą jak najbardziej się zgadzam.

  24. @Barbara, masz rację. Patologie są po obu stronach. Jak Ty jako klient rysujesz szkice to RESPECT dla Ciebie, ja tego nie wymagam. Chodzi mi o szacunek do siebie po OBU stronach.

  25. Pomyśl o tym tak: dom często ma gotowy projekt i większość warunków jest znana i płatne dodatki (wg cennika). Wtedy możesz odnieść to do oprogramowania z pudełka, które ma określone funkcje i znaną cenę. Jeśli jednak chcesz coś zbudować co nie jest znane jakie będzie to nie możemy znać dokładnej ceny. Dla komunikatywnych klientów i tak podam szacunkową, więc wielkiego problemu nie ma.

  26. No właśnie kliencie często nie chcą "godzinówki" i tu się zaczyna problem. I wtedy albo odpuszczasz zlecenie, a jeśli zgodzi na godzinówkę to można olać mój wpis 🙂

  27. Nie wiem co moja żona na to, chyba na non-profit mi nie pozwoli 🙂 Ale idea zacna, są też inni w branży co mają jeszcze większe doświadczenia.

  28. @Mariusz, wiesz, to nigdy nie jest tak, że sobie siedzę i wybieram co mi pasuje wg mojego widzi mi się. Klient po to do mnie przychodzi abym ciężko dla niego pracował. Stawiam tylko jeden warunek: "Szanujmy się". W tym zawiera się wszystko.
    Jednak czasem trzeba na początku trochę porobić aby np. zbudować PORTFOLIO zachęcające kolejnych, nowych klientów.

  29. masz rację, znam fajnych mądrych ludzi informatyków, którzy przykładają się do sportów, a nie do chipsów. Mnie zżarła ambicja. Moje osobiste dziecko trochę z ukosa spojrzało na te 45 lat – wliczyłam sobie bezczelnie studia. Tam się negocjowało z asystentami, a nie z klientem, ale czy to nie są również negocjacje. Nota ważna rzecz

  30. Kwestia przekonania klienta do konkretnego wyboru – czasem niespecjalnie zależy na czasie, wtedy faktycznie godzinówki wychodzą niekorzystnie dla klienta 😉

  31. Maciek Ol Nie chodzi o kapryszenie, tylko o odrzucanie ofert nieopłacalnych. Owe wybrzydzanie to przysłowiowy brak noża na gardle, żeby brać wszystko jak leci i nie wybrzydzać 🙂
    Tak, właśnie chodzi mi o to, żeby obie strony się szanowały. Pieniędzy za darmo nie biorę, ale praca też ma swoją wartość, a nie co łaska.

  32. Maciek Ol Problem jest tylko taki, że niestety ale większość znanych mi firm programistycznych jak tylko dostrzegają czyjś kod to zawsze mówią, że to zostało kosmicznie drogo zrobione oraz (oczywiście), że kod jest do kitu 🙂 No ale to temat na osobną rozprawę. Ja zawsze staram się spojrzeć na to ze strony innej firmy po której "odziedziczam" klienta, czasami problem jest niestety z klientem i wtedy trzeba powiedzieć papa.
    Tak poza tym bardzo podoba mi się wpis i przyjęte zasady działania – są prawie identyczne z tym jak to robimy u nas w firmie. Niestety nadal zdarzają się wpadki i czasami chęć zrobienia klientowi "dobrze" przeważa, wtedy zazwyczaj na tym tracimy ale czasami zyskujemy w zamian np. inne projekty lub polecenia. Ciężko to czasami (nawet po parunastu latach w branży) ocenić.

  33. @Piotr, masz rację, że najlepiej jedzie się po nieobecnych, ale ja miałem na myśli nie niezbędność refactoringu i oceny architektury, ale zakres funkcjonalny gdzie prosty sklep gdzie spokojnie można na shoplo postawić, a ktoś płaci 50.000.
    Oczywiście może się okazać, że ten mój klient zrobił niezła komunikacyjną masakrę w trakcie projektu i stąd koszt. Racja.
    Inni tez mnie krytykują, że proponowanie np. shoplo to plucie we własne gniazdo. Ale jak ktoś ma budżet 3.000 to wolę mu coś zrobić na obcym komponencie w całości (kreatorze) niż udawać że mu zrobię wypas na Magento 🙂
    Masz słuszność, temat rzeka i zależy od 150 rzeczy w zleceniu, więc generalizowanie nie zawsze wychodzi.

  34. U nas zawsze robimy prototyp strony czy też appki mobilnej. Czym więcej szczegółów na prototypie tym lepiej możemy to wycenić. Oczywiście za prototyp i godziny spędzone z UXem płaci klient. Tak jak Maciek pisał: wystarczy czasami dobrze zaargumentować to, że potrzebujemy tego do wyceny ale też, że klient otrzymuje po tym ogląd na to co dokładnie by chciał. To jest też etap w którym klientowi dajemy wolną rękę w wymyślaniu – niech poniesie go kreatywność 🙂

  35. W Polsce nikt nie chce godzinówek z dwóch powodów: albo nie ufa wykonawcy ("na pewno mnie zrobią w ch…") albo chce wykonawcę naciągnąć na dodatkowe koszty ("zapłacimy za tą funkcję ale w niej zmieści się jeszcze parę, przecież dla Was to tylko chwila"). Z tych powodów większość klientów nie chce godzinkówki, boi się po prostu, że popłynie. Ale to się na szczęście zmienia. Zdarza się już czasami, że klient mówi jaki ma budżet a my jaki zespół i ile będzie kosztowała jego praca za miesiąc. W ten sposób się dogadujemy, że możemy robić np. 4 miesiące – co wyniknie z tego zależy od klienta, nie od nas.

  36. @Maciek tak jak ktoś wspomniał to rzeczywiście jakiś panel na którejś z konferencji by się o tym przydał. Jakby coś się kroiło to też mógłbym dorzucić coś od siebie 🙂

  37. Rozumiem ze klienci mogą być wymagający/wybrzydzający/niezdecydowani, ale moim zdaniem artykułu sugeruje żeby zbudować sobie mur ograniczeń i zabezpieczeń przed klientem i traktować go jako potencjalnego wroga dla projektu. Jeśli tak się dzieje, to może proces jest zły, może za bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do swojego systemu pracy i klient tylko przeszkadza. Czasem warto włączyć klienta w ten proces i taktować go jako partnera w drodze do osiągnięcia celu.

    1. Artykuł sugeruje walkę patologią, która jest obecnie. Klient jeśli chce może proponować swój model współpracy jeśli zmniejszy to ilość godzin za które musi zapłacić. Proszę bardzo. Napisałem kolejny wpis który mówi o partnerstwie, teraz częściej jest koncert życzeń za który nikt nie płaci.

  38. Wszystkie branże mają teraz gorszy rynek, tylko lekarze i prawnicy trzymają sztywno swoje ceny, a pozostali…. no cóż, ja osobiście mam mniej klientów ale konkretnych, dla których mam indywidualne podejście, chyba że to są znajomi to traktuję ulgowo, ale nigdy nie było i nie będzie, że praca będzie ważniejsza od mojej rodziny. Kiedyś ktoś mi powiedział "chcesz mieć taniego księgowego szukaj dobrego adwokata".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *