Jak znaleźć dobrego wspólnika?

Jak znaleźć dobrego wspólnika?

Zakładasz firmę. Nie chcesz tego robić sam, więc szukasz wspólnika. Wybór takiej osoby zdeterminuje bardzo wiele. Tarcia między Wami stworzą kulturę będącą odzwierciedleniem Waszych relacji. Spędzisz z tym człowiekiem kilka lat życia i albo się dogadacie, albo się znienawidzicie. Jak znaleźć i sprawdzić towarzysza podróży biznesowej?

Co to znaczy dobry wspólnik

Aby zacząć szukać, musisz wiedzieć, kogo chcesz znaleźć. Aby znaleźć puzzla pasującego do Ciebie, warto najpierw poznać siebie. Albo jesteś na tyle świadomy, że jest to dla Ciebie oczywiste – kim jesteś, albo możesz posiłkować się testami osobowości. Najlepszym będzie oczywiście doświadczenie wszelakiej współpracy z ludźmi, niekoniecznie ze wspólnikami.

Przyglądając się takie współpracy, możesz zobaczyć pewne schematy, z kim Ci się dobrze pracuje i co cenisz u wybranych osób. Jednocześnie co było Twoją mocną stroną w relacjach w takim działaniu. Jakie konstelacje sprawdzały się, a jakie nie. Może współpracowałeś z osobą, z którą co prawda leciało dużo iskier, ale rezultaty były nadzwyczaj cenne?

Idealnie, jeśli przeżyłeś z kimś dużo ciężkich chwil, ale to przetrwaliście i zbudowaliście coś wartościowego biznesowo. Wtedy przyglądnij się, jakie wspólne zachowania i postawy obu stron pomimo przeciwności doprowadziły do sukcesu. To pewien zestaw wartości, które dzielicie.

To Ty musisz znaleźć ten zestaw wartości (cech), które Twój wspólnik powinien mieć, aby maksymalizować szanse powodzenia wspólnego działania. Tutaj moje przykładowe wartości:

Warto pamiętać, że podzielanie tych samym wartości nie oznacza bycia takimi samymi osobami, ewentualnie podobnymi. Wartości to pewien fundament, który możemy realizować w inny sposób. Wierzymy w to samo, ale działamy w innym rytmie, stylu czy z innym temperamentem. To charaktery, które warto różnicować, ale uniwersalny zbiór podstawowych zasad to nienaruszalna baza.

Równolegle musisz dobrać także twarde kompetencje, aby się zbytnio nie dublować. Jeśli jesteś mistrzem układania operacji w backoffice, to dobrze, aby drugi wspólnik miał np. kompetencje sprzedażowe. Określ, gdzie jest Twoja pięta achillesowa, to może być wskazówka kogo szukać.

Gdzie szukać wspólnika

To pytanie pojawia się często na forach startujących przedsiębiorców. Nie ma magicznych sposobów. Musisz po prostu zwiększać ilość szans na spotkanie różnych osób poprzez uczestniczenie we wszelkiego rodzaju wydarzeniach.

Czytaj również:  Startupy zmieniają świat! Na lepsze?

Budowanie sieci kontaktów to budowanie szans w przyszłości. Nawet jeśli obecnie ktoś nie stanie się Twoim wspólnikiem z obiektywnych powodów sytuacyjnych, to niewykluczone, że w przyszłości nadarzą się lepsze momenty, aby zacząć wspólny projekt.

Nie powiem chyba nic odkrywczego, że jeśli chodzi o wirtualny networking to Linkedin to chyba najlepsze miejsce. Można obserwować, co wybrane osoby publikują i jak komentują innych. Być może to maska (wszyscy je zakładamy), ale ona też potrafi wiele opowiedzieć.

Często osoby, które mają już „pewną pozycję”, niekoniecznie są wylewne w social media, a pisząc do nich prywatną wiadomość, najczęściej nigdy nie otrzymasz odpowiedzi. To też pewna wskazówka czy nie za wysoko mierzysz, jeśli dana osoba raczej mogłaby zostać Twoim inwestorem.

Ty szukasz wspólnika. Więc powinieneś rozglądać się wśród osób na podobnym etapie drogi biznesowej albo takich, którzy np. mają większe ogólne doświadczenie, ale pracują na etacie czy w innej branży i szukają zupełnie nowej drogi.

Ja wspólników z obu firm spotkałem na Linkedin, zagadując bez jakichś jasno określonych intencji. Potem od niechcenia umówiliśmy spotkanie i kula śniegowa powoli zaczynała się toczyć. Chcieliśmy kolejnych interakcji, aż powstawało coś konkretnego.

Dobrym miejscem na networking są także zamknięte grupy jak ta Bartka Pucka dla osób skupionych wokół e-technologii. Wewnętrzny Slack i masa dyskusji są świetnym miejscem na szukanie potencjalnych wspólników.

Jak się sprawdzić

Moją cechą jest to, że utrzymuję mniej relacji, ale za to głębokich. Moje zaufanie na start, do nowo poznanych osób, jest bardzo małe. Nie jest to podejrzliwość, raczej obojętność. Idzie to w parze z wartością: nie obiecuj, zobaczymy, co wyjdzie w działaniu.

Kiedy zaczynam rozmawiać z jakąś osobą o potencjalnym, wspólnym projekcie biznesowym, przyglądam się wszystkim szczegółom naszej komunikacji. Staram się wychwycić ulotne fragmenty między słowami. Staram się również pokazać swoje działanie i zwerbalizować moje wartości.

Najbardziej lubię, kiedy przystępujemy próbnie do jakiegoś działania, np. analizujemy rynek. Jeśli umawiam się kilka razy na coś i ciągle komuś coś wypada, a jeszcze gorzej, jeśli ktoś nawet mnie nie poinformuje, że coś mu wypadło, to raczej to szybko zmierza ku końcowi. Czasem z obu stron czuć, że się nie klei, albo to nie ten moment.

Z drugiej strony patrzę na kreatywność i inteligencję potencjalnego wspólnika. To tzw. łączenie kropek lub lotność. Czy w przyszłości będziemy porozumiewać się „bez słów”, czy będziemy musieli sobie wszystko tłumaczyć jak krowie na rowie. To drugie mnie nie interesuje.

Czytaj również:  Disruptomania - stan wiecznego nienasycenia i chciwości

Z trzeciej strony patrzę na kogoś zdolność do skupienia się. Jeśli ktoś od roku przychodzi do mnie co tydzień z nowym pomysłem, nie ma żadnej pasji i wciąż szuka, ale boi się w końcu zainwestować swój czas, to nie chcę spędzać dużo energii, żeby przekonywać jegomościa, aby siadł na tyłku i się określił. Lepiej czasem zacząć mniej idealnie, ale ustalić jasne zasady i podziałać testując jakąś hipotezę biznesową.

I najważniejsze. To jaki mam flow z danym człowiekiem – humor, temperament. Ta metafizyczna część, którą trudno opisać. Czy będę chciał z nim chodzić na piwo? Co będzie, jak się wszystko zawali i się pożremy? Czy dalej będziemy wobec siebie względnie lojalni?

Spróbuj już na etapie poznawania się zwrócić mu bezpośrednio uwagę „no ale stary miałeś wysłać tę analizę, co sam się deklarowałeś?”. Zobacz reakcję, kiedy robi się mniej przyjemnie. Po co tracić czas na wyobrażenia „co by było, gdyby…”. Jednocześnie nie szukaj ideałów, każdy ma ciemniejszą stronę.

Kiedy zakończyć współpracę

Wzajemne „obwąchiwanie” się to jedno. Jednak test tego, czy pasujecie do siebie, trwa także po rozpoczęciu projektu. Codzienność przynosi najwięcej odpowiedzi. Sfera deklaracji zostaje zweryfikowana raz jeszcze. Jeśli powstaje rozjazd, to czekają Was szczere i niekoniecznie miłe rozmowy.

Jeśli nie ma co zbierać to lepiej pożegnać się jak najszybciej. Chyba jak w każdym nieudanym związku uprawianie gry pozorów stratą cennego czasu. Może czas skupić się na ratowaniu co się da i minimalizacji strat, także mentalnych.

Miałem szczęście, że trafiałem na bardzo dobrych wspólników. Nawet jeśli biznes runął, to jesteśmy nadal przyjaciółmi i nie zamykamy sobie ścieżki do kolejnych prób, kiedyś tam. A przy okazji jest co wspominać na piwie. Te bliskie osoby pomogły mi jeszcze lepiej poznać moje oczekiwania, moje słabe i mocne strony i to jakie wartości współdzielimy.

Poza poszukiwaniem miejsc, gdzie rosną wspólnicy, ważniejsze jest sprawdzanie się w boju. Moim zdaniem warto to robić od dnia zero. Wtedy odpowiedzi „czy to jest ta osoba” pojawi się sama. Powodzenia!

Chcesz się podzielić swoimi spostrzeżeniami? Napisz do mnie na maciek@hardthings.pl lub na Linkedin (zaproś mnie). Udostępnij proszę ten wpis jeśli uznasz go za cenny. Dziękuję!